§
← Wszystkie wpisy
Piotr Muszalski
Prawo i energetyka

Chytry dwa razy traci: dlaczego oszczędzanie na O&M może dziś kosztować właściciela farmy PV znacznie więcej

6 min czytania Piotr Muszalski

Rada Ministrów przyjęła 15 września 2026 roku projekt nowelizacji ustawy Prawo energetyczne, który w mojej ocenie jest bezpośrednim testem dla pewnego modelu myślenia, obecnego u wielu właścicieli farm fotowoltaicznych, magazynów energii i turbin wiatrowych w Polsce.

Piszę ten tekst jako prawnik zajmujący się na co dzień prawem energetycznym i praktyk zarządzający spółkami z obszaru operacyjnej obsługi instalacji OZE. Znamy to przysłowie od dziecka: chytry dwa razy traci, Polak mądry po szkodzie. Nowe przepisy sprawiają, że te ludowe mądrości przestają być tylko metaforą, a stają się dosłownym opisem ryzyka finansowego, jakie podejmuje część inwestorów w OZE.

Model, który do tej pory się opłacał

Znam rynek na tyle dobrze, żeby wiedzieć, jak wielu właścicieli instalacji fotowoltaicznych, wiatrowych czy magazynów energii nadzoruje dziś swój majątek samodzielnie, bez profesjonalnego serwisu O&M. Logika jest prosta i przez lata była racjonalna ekonomicznie: po co płacić firmie zewnętrznej za stały monitoring, skoro instalacja działa, a jedyne co trzeba zrobić, to od czasu do czasu ręcznie wyłączyć produkcję, gdy operator ogłasza redysponowanie. Właściciel loguje się do systemu, widzi polecenie ograniczenia mocy, wyłącza falownik, czasem robi to nawet z opóźnieniem, i na tym kończy się jego aktywność w obszarze zgodności z operatorem sieci. Koszt takiego modelu wydawał się bliski zeru w porównaniu z miesięcznym abonamentem za profesjonalny O&M i monitoring SCADA.

Problem w tym, że ten model, oszczędny na pierwszy rzut oka, nigdy nie obejmował realnego obowiązku, jaki teraz wchodzi do ustawy: systematycznego, ciągłego przekazywania operatorowi danych czasu rzeczywistego, danych grafikowych oraz danych strukturalnych o pracy instalacji. Ręczne reagowanie na polecenie redysponowania to zupełnie inna kategoria działania niż stałe, zautomatyzowane raportowanie zgodne z wymaganym standardem. Właściciel, który do tej pory czuł się bezpieczny, bo „wyłączał, jak było trzeba”, może się okazać w świetle nowych przepisów podmiotem, który rażąco narusza obowiązek informacyjny, mimo że w jego przekonaniu robił wszystko poprawnie.

Co zmienia nowelizacja i dlaczego oszczędność może się nie opłacić

Projekt przyjęty przez rząd daje operatorom sieci prawo do ograniczenia albo wstrzymania świadczenia usług przesyłania lub dystrybucji energii, na okres do 24 godzin, wobec instalacji, której właściciel rażąco naruszy obowiązek przekazywania danych. Do tego dochodzą kary pieniężne od 1 tysiąca do 500 tysięcy złotych za samo naruszenie obowiązku danych, a przy nieprawdziwym lub wprowadzającym w błąd oświadczeniu o sposobie ich pozyskiwania, kara może sięgnąć nawet 15 procent przychodu przedsiębiorstwa.

Jako prawnik chcę podkreślić jedną rzecz, która często umyka w dyskusji: ustawodawca nie mówi tu o karaniu za sam fakt awarii czy incydentalnego błędu. Kluczowe pojęcie to rażące naruszenie obowiązku. W praktyce oznacza to jednak, że powtarzalny, systemowy brak właściwego raportowania, wynikający z tego, że nikt w firmie nie zajmuje się tym na bieżąco, będzie kwalifikowany właśnie jako rażące naruszenie, a nie jednorazowe potknięcie, które można łatwo wytłumaczyć.

Warto dodać, że według danych przywoływanych w uzasadnieniu projektu, do maja 2026 roku nawet co piąty moduł wytwarzania energii w Polsce nie realizował prawidłowo tego obowiązku, a nieprawidłowości dotyczyły łącznie około 2 tysięcy instalacji. To pokazuje, że model oszczędnego, ręcznego nadzoru jest dziś praktyką bardzo powszechną, nie wyjątkiem. Oznacza to też, że skala ryzyka regulacyjnego, przed jakim stoi rynek, jest realna, a nie teoretyczna.

Polak mądry po szkodzie, czyli koszt reakcji zamiast prewencji

Z mojego doświadczenia w obsłudze prawnej i operacyjnej instalacji OZE wynika, że najczęstszym momentem, w którym właściciel decyduje się w końcu na profesjonalny O&M, jest moment już po pierwszej karze, po pierwszym odłączeniu od sieci, po pierwszej stracie finansowej, której dało się uniknąć. To klasyczne zjawisko, które w polskiej kulturze biznesowej nazywamy byciem mądrym po szkodzie. Problem w tym, że w przypadku odłączenia farmy PV lub magazynu energii na 24 godziny, strata z tytułu niewyprodukowanej i niesprzedanej energii jest natychmiastowa i policzalna, a kara administracyjna może obciążyć wynik finansowy całego roku obrotowego.

Innymi słowy: pieniądze, które właściciel próbował zaoszczędzić, rezygnując z profesjonalnego nadzoru, wracają do niego w formie znacznie wyższego kosztu, tyle że rozłożonego w czasie i trudniejszego do przewidzenia. To właśnie mechanizm, o którym mówi przysłowie chytry dwa razy traci: raz, bo formalnie zaoszczędził na serwisie, drugi raz, gdy musi zapłacić karę, stratę produkcyjną, a często też koszt awaryjnego, drogiego wdrożenia zgodności pod presją czasu, już po interwencji operatora czy URE. O tym, ile realnie kosztuje profesjonalny nadzór w porównaniu z tym scenariuszem, pisałem w poradniku ASO Energy Pro: Ile kosztuje serwis O&M farmy fotowoltaicznej? →

Co powinien zrobić właściciel instalacji, zanim będzie za późno

Jako prawnik i praktyk rynku OZE rekomenduję właścicielom farm fotowoltaicznych, magazynów energii i turbin wiatrowych, żeby już teraz, przed wejściem nowelizacji w życie, zweryfikowali swój model nadzoru nad instalacją. Kluczowe pytania, jakie warto sobie zadać, to: czy dane przekazywane do operatora są przekazywane w sposób ciągły i zautomatyzowany, czy ktoś systematycznie kontroluje poprawność układu pomiarowego i komunikacyjnego, czy istnieje udokumentowana procedura postępowania na wypadek awarii systemu raportującego, oraz czy w razie kontroli firma jest w stanie wykazać, że działała w dobrej wierze i z należytą starannością, a nie tylko doraźnie reagowała na kolejne polecenia operatora. To właśnie te pytania stoją u podstaw doradztwa PSM i sprawozdawczości do URE, którymi zajmujemy się w ASO Energy Pro.

Profesjonalny serwis O&M, czyli operacyjna obsługa i utrzymanie instalacji, nie jest dziś kosztem, który obciąża rentowność projektu. Jest formą ubezpieczenia się przed znacznie poważniejszym ryzykiem finansowym i prawnym, jakie wprowadza nowelizacja. W przypadku instalacji obsługiwanych operacyjnie w modelu, który sam współtworzę w ASO Energy Pro, obejmującym stały monitoring danych przekazywanych do operatora, inspekcje techniczne oraz współpracę w zakresie zarządzania aktywami z PZU LAB S.A., to właśnie systematyczność i dokumentowanie działań stanowią pierwszą linię obrony przed zarzutem rażącego naruszenia obowiązków ustawowych.

Rynek OZE w Polsce dojrzewa, a regulacje coraz wyraźniej premiują tych, którzy traktują nadzór nad instalacją jako stały proces, nie doraźną reakcję na polecenie operatora.

Ci, którzy dziś oszczędzają na profesjonalnym O&M, licząc, że wystarczy ręcznie wyłączyć instalację przy redysponowaniu, powinni policzyć, ile naprawdę mogą stracić, gdy okaże się, że to nie wystarczało.

Źródło informacji o nowych przepisach: Gramwzielone.pl, „Operator będzie mógł odłączyć OZE lub magazyn energii na 24 godziny. Rząd przyjął nowe przepisy”, 16 września 2026 r.

Piotr Muszalski PRAWNIK / PRZEDSIĘBIORCA
DOKTORANT · SGMK