§
← Wszystkie wpisy
Piotr Muszalski
Polityka

Jak dwóch się bije, trzeci korzysta. Czy Mateusz Morawiecki może być czarnym koniem wyborów 2027?

6 min czytania Piotr Muszalski

Stare polskie przysłowie mówi, że jak dwóch się bije, to trzeci korzysta. W ostatnich tygodniach obserwujemy na prawej stronie polskiej sceny politycznej spektakl, który jest niemal podręcznikowym potwierdzeniem tej zasady, choć sytuacja jest bardziej złożona niż prosty schemat dwóch rywali i jednego beneficjenta.

Jako obserwator życia publicznego chcę uporządkować fakty i przyjrzeć się chłodno danym sondażowym, zanim ktokolwiek postawi ostateczną tezę o tym, kto naprawdę wygrywa, a kto przegrywa na tym konflikcie.

Mateusz Morawiecki
Mateusz Morawiecki. Źródło: Wikipedia.

Anatomia rozłamu

15 lipca 2026 roku Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości przyjął uchwałę żądającą od wszystkich parlamentarzystów partii podpisania oświadczenia o zakończeniu działalności w stowarzyszeniach politycznych, pod groźbą wykluczenia z PiS. Uchwała uderzała wprost w stowarzyszenie Rozwój Plus, powołane wcześniej przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Do północy z 23 na 24 lipca deklaracji nie złożyło blisko czterdziestu posłów. Jarosław Kaczyński ogłosił, że ich członkostwo w partii jest w praktyce martwe, choć formalnie sprawy trafiły do rzecznika dyscypliny partyjnej. Parlamentarzyści związani z Morawieckim nie czekali na formalne rozstrzygnięcie i powołali własny klub parlamentarny pod nazwą Rozwój Plus.

Warto odnotować kontekst, który do tego doprowadził. Jak wskazywali politycy PiS, w tym wiceprezes partii Przemysław Czarnek, Morawiecki od miesięcy przekonywał kierownictwo do budowy nowego, szerszego ugrupowania, zdolnego przyciągnąć elektorat spoza twardego trzonu wyborców PiS. Iskrą, która ostatecznie przesądziła o eskalacji konfliktu, miała być decyzja Jarosława Kaczyńskiego o wskazaniu Przemysława Czarnka jako kandydata PiS na premiera, co dla środowiska Morawieckiego stało się sygnałem, że jego pozycja w partii została ostatecznie zamknięta. Sam Morawiecki zapowiedział, że formalna partia polityczna, wywodząca się ze stowarzyszenia Rozwój Plus, zostanie powołana najpóźniej do 15 października 2026 roku, na dużej konwencji ugrupowania.

Co mówią najnowsze sondaże

To właśnie w tym miejscu robi się naprawdę ciekawie, bo dane z ostatnich tygodni pokazują duży rozrzut wyników, w zależności od pracowni badawczej i metodologii. Warto przywołać kilka z nich, żeby zobaczyć pełny obraz, a nie tylko pojedynczy, wygodny wynik.

Sondaż Opinia24 dla TVN24, przeprowadzony we wrześniu 2026 roku, dał Koalicji Obywatelskiej 31,4 procent poparcia, Prawu i Sprawiedliwości 17,5 procent, Konfederacji 12,6 procent, Lewicy 7,2 procent, Konfederacji Koronie Polskiej Grzegorza Brauna 6,9 procent, a Rozwojowi Plus Mateusza Morawieckiego 5,7 procent, czyli tuż powyżej progu wyborczego.

Zupełnie inny obraz dało badanie Social Changes, zrealizowane w dniach 11 do 14 września 2026 roku metodą internetową (CAWI). Tam Koalicja Obywatelska uzyskała 30,4 procent, Prawo i Sprawiedliwość aż 25 procent, Konfederacja 11,5 procent, Konfederacja Korony Polskiej 8,9 procent, Nowa Lewica 8,6 procent, a Rozwój Plus zaledwie 4,8 procent, czyli poniżej progu wyborczego. Deklarowana w tym sondażu frekwencja wyniosła aż 76 procent.

Miesiąc wcześniej, na przełomie lipca i sierpnia, sondaż IBRiS dla Polsat News pokazywał jeszcze inny układ: Koalicja Obywatelska 27,5 procent, PiS 16,9 procent, Konfederacja 14,4 procent, Konfederacja Korony Polskiej 9,4 procent, Rozwój Plus 7,8 procent, a deklarowana frekwencja na poziomie 64,4 procent. Z kolei badanie IBRiS dla Rzeczpospolitej z 24 i 25 lipca dawało ugrupowaniu Morawieckiego 7,4 procent, a inne badanie tej samej pracowni, tym razem dla Wirtualnej Polski, aż 7,5 procent, co przekładałoby się na około 31 mandatów w Sejmie.

Taki rozrzut wyników, od 4,8 do 7,8 procent w ciągu zaledwie kilku tygodni i w zależności od metody badania, to dla każdego, kto zajmuje się analizą danych, sygnał ostrożności. Nie mamy dziś jednoznacznej odpowiedzi, czy Rozwój Plus wejdzie do Sejmu, czy zostanie poniżej progu. Mamy za to pewność co do jednego: wynik tego ugrupowania będzie się rozstrzygał w okolicach granicy pięciu procent, a to najbardziej newralgiczne miejsce na całej mapie sondażowej.

Kto naprawdę korzysta na konflikcie

Jeśli spojrzeć na to z lotu ptaka, klasycznym beneficjentem sporu na prawicy wydaje się dziś Koalicja Obywatelska. W niemal wszystkich przywołanych sondażach to ona zajmuje pierwsze miejsce, z wynikami w przedziale od 27,5 do 31,4 procent, czyli wyraźnie przed drugim w kolejności PiS. To potwierdza starą zasadę: kiedy dwie siły z tego samego obozu politycznego zużywają energię na wzajemną walkę, ich wspólny elektorat traci entuzjazm, część wyborców się waha, a rywal z przeciwnej strony sceny politycznej zbiera premię za spokój i jedność.

Czy jednak to na pewno cała prawda o tym konflikcie? Tutaj chciałbym postawić tezę, która nieco komplikuje prosty schemat z przysłowia.

Czy Morawiecki może być czarnym koniem

Formacja Mateusza Morawieckiego nie jest dziś neutralnym trzecim graczem, który obserwuje z boku i zbiera owoce cudzej wojny. Sam jest jedną ze stron konfliktu. Ale właśnie dlatego jego pozycja jest wyjątkowa i, jak sądzę, niedoceniana w publicznej debacie. Rozwój Plus balansuje dziś dokładnie na granicy progu wyborczego, a to oznacza, że w Polsce, gdzie system przeliczania głosów na mandaty premiuje ugrupowania, które ten próg przekroczą, każdy ułamek procenta w tę czy w tę stronę ma kolosalne znaczenie.

Jeden z sondaży, o których pisałem wyżej, wskazywał, że połączone siły prawicy, czyli PiS, Rozwój Plus oraz obie Konfederacje, dysponowałyby łącznie większością mandatów w Sejmie, w okolicach 253 głosów. To scenariusz, w którym Morawiecki, mimo osobistego konfliktu z Kaczyńskim, mógłby stać się językiem u wagi, decydującym o tym, czy prawa strona sceny politycznej w ogóle ma szansę na rządy po wyborach w 2027 roku. Jeśli jego ugrupowanie przekroczy próg, część elektoratu, dziś rozdrobniona między kilka formacji, może się przełożyć na realną siłę koalicyjną. Jeśli go nie przekroczy, głosy oddane na Rozwój Plus zostaną w praktyce zmarnowane, co osłabi całą prawicę i, paradoksalnie, ułatwi zwycięstwo tym, z którymi Morawiecki dziś nie chce mieć nic wspólnego.

Czarny koń to nie zawsze ten, kto wygrywa najwięcej. Czasem to ten, kto swoją obecnością albo nieobecnością na mecie przesądza wynik całego wyścigu dla wszystkich pozostałych.

To właśnie ta dwoistość sprawia, że nazwanie Morawieckiego czarnym koniem tych wyborów nie jest, moim zdaniem, nadużyciem.

Zamiast podsumowania

Uczciwie trzeba przyznać, że do wyborów pozostał ponad rok, a sondaże z lipca, sierpnia i września 2026 roku pokazują dynamikę, nie stały obraz. Frekwencja deklarowana w badaniach waha się od 64 do 76 procent, w zależności od metody, co samo w sobie pokazuje, jak ostrożnie należy podchodzić do prognoz na tym etapie kampanii. Nie twierdzę, że znam odpowiedź na pytanie postawione w tytule tego tekstu. Twierdzę natomiast, że warto je zadawać już dziś, bo to, co dzieje się teraz na prawej stronie polskiej sceny politycznej, może zaważyć na kształcie polskiego parlamentu na długo po tym, jak emocje związane z samym rozłamem opadną.

Piotr Muszalski PRAWNIK / PRZEDSIĘBIORCA
DOKTORANT · SGMK